Amman miasto kontrastów widok z góry

Amman – miasto kontrastów

Tegoroczną przerwę zimową spędziliśmy w Jordanii i na Cyprze. Długo zastanawiałam się według jakiego klucza opisywać miejsca odwiedzone przez nas podczas tych dwóch, niezwykle intensywnych tygodni. Ostatecznie postawiłam na chronologię dlatego mój pierwszy wpis będzie pierwszym przystankiem w naszej podróży. Zapraszam dzisiaj do wspaniałego, pełnego klimatu i pociągającego Ammanu – miasta kontrastów, jednokolorowego ale niezwykle barwnego jednocześnie, ciekawego i mającego do zaoferowania znacznie więcej niż zakładałam.

Amman: miasto – wrota Jordanii

Do Ammanu przylecieliśmy wieczorem i zanim udało nam się odebrać samochód z lotniska (kolejka w wypożyczalni była spora) zrobiło się kompletnie ciemno. Nie bez wpływu była pora, którą wybraliśmy na tą podróż: środek polskiej zimy. Już na lotnisku czuć było ten specyficzny, jedyny w swoim rodzaju arabski zapach. Ani brzydki, ani ładny, po prostu inny. Zapach, który obiecywał coś więcej niż tylko nudną stolicę często traktowaną przez turystów jako logistyczną konieczność.

Spośród osób, które przyleciały z nami z podwarszawskiego Modlina większość stanowiła część wycieczki od razu pędzącej do Petry i Aqaby. Tych kilka osób mających w planach samodzielne zwiedzanie zdecydowała się na nocleg w Madabie – mieście blisko lotniska polecanym w przewodnikach i na podróżniczych blogach, omijając szerokim łukiem Amman. Dlaczego? powodów jest co najmniej kilka. Amman nie jest oczywistym celem wycieczek. To miasto bez przesadnej ilości zabytków, rozległe i zatłoczone, głośne i nieco chaotyczne. Po drugie jest oddalone od lotniska kilkadziesiąt kilometrów na północ, a większość turystów zwiedza Jordanię według stałego programu: Petra, Morze Martwe, Aqaba, Wadi Rum, Madaba, szybki rzut okiem na Górę Nebo i Jerash. Amman zdecydowanie nie jest po drodze. Po trzecie myślę, że Amman trudno ładnie sfotografować. Nie jest to wdzięczne miejsce do robienia pięknych zdjęć, nie jest atrakcyjny w oczywisty sposób. Nie każdy Amman – miasto pokocha, wielu pewnie znienawidzi ale trudno mi zrozumieć, że można je z premedytacją ominąć. Mnie Amman oczarował w pierwszej chwili i każdy dzień w nim spędzony uważam za wspaniały.
Nie zamieniłabym ani jednej chwili na nic innego.

Sama Paris Hotel – nocleg w Ammanie:

Amman miasto kontrastów sama paris hotel

Nie znając za grosz topografii miasta wybraliśmy hotel ze średniej półki cenowej, polecany przez turystów ze względu na czystość i dobrą lokalizację jeśli mamy do dyspozycji samochód. Sama Paris Hotel idealnie się sprawdził na początek, szczególnie, że podróżujemy we 4kę i zazwyczaj potrzebujemy sporo miejsca. Hotel miał jednak kilka wad. Główną wadą była odległość od centrum. Niby to tylko kilka kilometrów ale zdarzało nam się, że tych kilka kilometrów jechaliśmy przez ponad pół godziny. Korki w Ammanie są potężne, miasto jest niesamowicie rozległe i czasami trudno było się połapać w systemie dróg jednokierunkowych, które są w Ammanie na każdym kroku.

Druga wada hotelu to śniadanie. Wybierając niedrogi hotel i jadąc z dziećmi miejmy na uwadze, że śniadania w Ammanie są mocno arabskie. W ramach szwedzkiego bufetu zjemy pitę i do niej dodatki typowo arabskie: humus, mutabal czy ful, które nam bardzo smakowały ale dzieciom niespecjalnie i jajka gotowane na super twardo. Z opcji „dla dzieci” mogliśmy zaserwować pitę z dżemem lub miodem. Na deser wspaniała chałwa. Warto zaopatrzyć się w coś na czarną godzinę jeśli dzieciom nie zasmakują tradycyjne, arabskie potrawy.

To co było sporym plusem hotelu to dobrze dogrzany pokój i gorąca woda w kranie. Chociaż pewnie brzmi to dziwnie to w Ammanie w trakcie naszej zimy jest zimno ale w domach i mieszkaniach próżno szukać centralnego ogrzewania. Wieczorem temperatura spadała do 4 stopni, a w nocy padał deszcz. Warto wziąć to pod uwagę przy wyborze noclegu. W Sama Paris Hotel zadbano o nas po królewsku i w pokoju było aż za ciepło. Cześć tańszych hoteli nie dysponuje ogrzewaniem i w pokojach panuje chłód i wilgoć. Dla nas – rodziców dwójki dość małych dzieci ciepło to była podstawa.

Za nocleg ze śniadaniem, za całą naszą 4osobową rodzinę zapłaciliśmy 150 złotych. Parking przed hotelem jest bezpłatny i nie ma problemu, żeby znaleźć miejsce.

Amman – zwiedzanie:

Meczet Króla Abdullaha

Amman miasto kontrastów meczet

Nasze pierwsze kroki w Ammanie skierowaliśmy do Meczetu Króla Abdullaha. Meczet mogą zwiedzać wszyscy z zastrzeżeniem, że kobiety muszą ubrać się w zakrywające włosy hidżaby dostępne na miejscu. Wstęp do meczetu kosztuje 2 JOD (około 11 złotych). Nie było to nasza pierwsza wizyta w arabskiej stolicy i wiedzieliśmy czego się spodziewać ale w porównaniu chociażby z Muskatem, Amman wydał nam się znacznie bardziej ortodoksyjny. Większość starszych kobiet nosi Nikab (strój zakrywający ciało i twarz z wyjątkiem oczu) a młodsze kobiety i dziewczęta Hidżab (chustę zakrywającą włosy i sporą część twarzy). W trakcie całego pobytu w Jordanii spotkaliśmy pojedyncze Panie które nie miały na włosach chusty. Dla nas – Europejek możliwość decydowania o stroju i nakryciu głowy jest oczywista. W Jordanii łatwo zauważyć, że chociaż kobiety chodzą z telefonami przy uszach, obsługują klientów w sklepach i restauracjach to ich strój jest zdeterminowany przez normy i narzucony.

Rainbow Street

Amman miasto kontrastów rainbow street tablica

 

Amman miasto kontrastów rainbow street house

Kolejnym przystankiem w naszej wędrówce była Rainbow Street. Ta spokojna w dzień i pełna ludzi wieczorami ulica świetnie nadaje się na krótki spacer. My postanowiliśmy zwiedzić całą okolicę na piechotę i szczerze polecam taki sposób zwiedzania. Mnóstwo tu wąskich uliczek, przesmyków, małych sklepików i ślepych zaułków. Po ulicach wałęsają się koty, a przed domami siedzą palący spokojnie mocne papierosy mężczyźni. Rainbow Street zlokalizowana jest na szczycie wzgórza z widokiem na całe miasto w dole i cytadelę. Warto zajrzeć do  Wild Jordan Center . Możemy tu zjeść pyszne śniadanie lub lunch, kupić ręcznie wykonane pamiątki albo odpocząć z oszałamiającym widokiem w tle. Wejście na taras widokowy jest bezpłatny, a według mnie widok jest lepszy niż z osławionej cytadeli.

W poszukiwaniu ciekawych i niebanalnych pamiątek warto zajrzeć do jednego z rękodzielniczych sklepów przy Rainbow Street. Możemy tam kupić ręcznie wykonane pamiątki związane z Jordanią, koszulki z arabskimi motywami, czy chociażby kubki i breloki znacznie różniące się od tych sprzedawanych na bazarach. Koszulki kosztują od 40-70 złotych, bluzy około 120, a kubeczki 30.

Ze wzgórza w okolicy Rainbow Street widok jest oszałamiający – można wzrokiem omieść całe miasto z jego niezwykłą, prostą i klimatyczną zabudową. Jest kilka tarasów widokowych ale najprzyjemniej jest skręcać w male uliczki i znajdować swoje magiczne miejsca.

Amman miasto kontrastów widok na miasto

Amman miasto kontrastów rainbow street widok na miasto

Amman miasto kontrastów klatka schodowa

Amman miasto kontrastów Zosia uliczki

Hashemite Square

Kilka godzin spędziliśmy na błądzeniu między uliczkami, zwiedzając rzadko odwiedzane zakamarki miasta. Pod wieczór odwiedziliśmy popularny Hashemite Square, który tętnił życiem i stanowił wspaniały kontrast dla wąskich i cichych uliczek kilkaset metrów dalej. Amman do późnych godzin nocnych żyje i tętni. Bardzo łatwo było nam się w nim poczuć swobodnie. To miasto nas pochłonęło i zachwyciło.

Na blogach podróżniczych próżno szukać zachwytów nad Ammanem, a mnie zafascynował. Wapienie i piaskowce w połączeniu z pięknym, niebieskim niebem, odgłosami klaksonów i wszechobecnym zgiełkiem uderzyły mi do głowy. Miałam ochotę zatrzymać się w każdym miejscu i patrzeć. Piętrowo rozlokowane proste i funkcjonalne domy rozświetlone zachodzącym słońcem mam przed oczami i nie mogę uwierzyć, że ktoś mógł pozostać obojętny na takie widoki.

Amman miasto kontrastów zakupy

Amman i jego smaki

To na co nastawiałam się jadąc do Jordanii to pyszne jedzenie. Uwielbiam wszelkie odmiany arabskich past, falafel, pity i ich dziesiątki odmian, kardamon i dobrą kawę. Przed przyjazdem śniłam o pistacjowej chałwie i prawdziwej ociekającej miodem baklawie. Gdy wreszcie spróbowałam tego wszystkiego to chciałam więcej. Kuchnię arabską się albo kocha albo nienawidzi. Nie można pozostać obojętnym na aromat kuminu rzymskiego, kardamonu czy zataru. Ja nadal na wspomnienie jednego z najpyszniejszych mutabali z kawałkami limonki czuję jego smak na języku.

Poniżej kilka adresów które odwiedziliśmy podczas pobytu i które zabrały nasze podniebienia do nieba:

  • Divan Cake – fantastyczne desery, ciastka, lokalne wyroby, chałwa. Świetne miejsce ze stolikami na miejscu i opcją zakupu na wynos
  • Jabri Restaurant – to miejsce nas zachwyciło. Wyglądem trochę przypomina jadłodajnię/bar mleczny i dzięki temu ceny są niewygórowane. Na miejscu możemy zjeść zarówno znakomite falafele jak i kurczaka na kilka sposobów. Nas oczywiście oprócz falafeli zachwyciły lokalne desery: knafeh z ciągnącym serem i madloaa z pistacjami

Warto wiedzieć:

  • Miasto jest labiryntem uliczek jednokierunkowych i dziwnych skrótów. Nam świetnie sprawdziła się aplikacja Sygic i Maps.me. TUTAJ pisałam o nich więcej. Nie bylibyśmy w stanie dojechać do jakiegokolwiek miejsca bez nawigacji, a w obu aplikacjach mapy Ammanu były dokładne i aktualne. Maps.me dodatkowo wskazuje konkretne adresy, atrakcje turystyczne i restauracje z czym niestety Sygic sobie nie poradził w Jordanii.
  • W Ammanie w lutym w dzień pogoda była przyjemna, słońce świeciło i momentami temperatura sięgała aż 15 stopni. W nocy lał deszcz i mocno wiało. Temperatura spadała do 4 stopni.
  • Po mieście poruszaliśmy się samochodem co miało wady i zalety. Wadą były korki ale zaletą było to, że objechaliśmy miasto wiele razy i wpakowaliśmy się nie raz i nie dwa w dziwne, nie turystyczne rejony, które podobały nam się najbardziej.
  • warto zaglądać do małych, lokalnych knajpek i próbować lokalne przysmaki. Moje dzieci uwierzyły, że falafel to kotlet mielony i jadły ze smakiem.
  • Dla niejadków i fanów fast foodów mam dobrą wiadomość: Amman jest bardzo nowoczesny. W mieście co krok znajdziemy Mc Donalda, Pizzę Hut czy KFC. Ceny są bardzo podobne do tych w Polsce. Oprócz tego Jordania może poszczycić się kilkoma własnymi markami – próbowaliśmy i żyjemy.
  • Ceny w Ammanie są moim zdaniem niskie. Robiliśmy zakupy w dalszą drogę w Carefourze i większość produktów spożywczych była tańsza niż w Polsce. W większości sklepów bez problemu kupimy wodę niegazowaną, soki, europejskie przekąski ale i pyszne pity i lokalne przysmaki.
  • W mieście praktycznie wszystkie miejsca do parkowania są bezpłatne, również w centrum.

Podsumowanie:

Pewnie nie trudno zgadnąć, że Amman nas olśnił. Miasto zachwyciło nas kapitalnym położeniem na wzgórzach, swoją orientalnością z jednoczesnym brakiem kolorów. Amman jest wyblakły ale jednocześnie kompletny. Wszechobecny brudny beż jest wspaniałym uzupełnieniem dla głębokiego błękitu nieba, surowość i kanciastość dodaje mu charakteru. Mknące ulicami stare i zdezelowane samochody prowadzone przez szalonych kierowców, przesympatyczni mieszkańcy chętni do pomocy i ten prawdziwy arabskim charakter którego jeszcze Amman nie stracił uplasowało to miasto na czele mojej listy stolic. Jeszcze bardziej zapragnęłam zobaczyć Liban i jego zjawiskową stolicę Bejrut. Dziękuję Ci Ammanie za tak wspaniałe zaskoczenie.

Amman miasto kontrastów stare auta

 

2 myśli na temat “Amman – miasto kontrastów

Dodaj komentarz