Jednodniówka w Londynie mapa na ścianie zniszczona

Jednodniówka w Londynie – Fakty i mity

Mam na swoim koncie sporo dłuższych i krótszych wyjazdów. Z rodziną, samotnych, trudnych i łatwych, blisko i daleko. Żaden jednak nie wyzwalał we mnie aż takich emocji jak jednodniówka w Londynie.
Można spytać: dlaczego? I odpowiedź nie będzie jednoznaczna. W końcu to tylko kilka godzin i blisko, z drugiej strony to tylko kilka godzin i tyle zmiennych.

Zanim podjęłam decyzję o wzięciu na celownik jednodniówki w Londynie przeczytałam o niej chyba wszystko. Wszędzie czytałam o dość uciążliwych korkach, trudnej logistyce, kolejkach, cenach na miejscu, braku szansy zobaczenia czegokolwiek. Mój niepokój rósł. Razem z nim rosła fascynacja. Efekt? 30 stycznia stał się dniem, na który czekałam pełna sprzecznych emocji.

Najczęstsze argumenty zniechęcające:

  • odległość lotniska od centrum Londynu (Luton leży jakieś 60 km od centrum)
  • potworne korki w mieście utrudniające dojazd
  • droga komunikacja miejsca
  • duże odległości między poszczególnymi atrakcjami
  • kłopot z szybkim odprawieniem się wyjściem/wejściem na lotnisko
  • Easybus dowożący z Luton do Londynu wymaga podania konkretnej godziny odjazdu/przyjazdu. Wszelkich zmian możemy dokonywać w zatłoczonym okienku na lotnisku

Jednodniówka w Londynie – przelot

Za bilety na jeden dzień w Londynie musiałam wydać 120 złotych. Można było zapłacić mniej (około 89 złotych) ale nam pasował ten konkretny dzień. Lecieliśmy z Okęcia.
Żeby kupić tanie bilety warto obserwować ceny w porównywarkach internetowych. Mój ranking ulubionych znajdziecie >>TUTAJ<<

Wylot: 6 rano

Postanowiliśmy zaparkować samochód niedaleko lotniska, w miejscu bez zakazu, bezpłatnie. Miejsce okazało się być bezpieczne, a o tej porze było jeszcze sporo miejsc do wyboru.
O tej samej porze z lotniska odlatywał samolot na Jamajkę z pasażerami biura podróży więc gdyby nie fakt, że byliśmy kilka minut przed nimi to odstalibyśmy swoje w kolejce security.

Wszyscy pasażerowie udający się do Londynu muszą przejść tzw. podwójne security. Trzeba wziąć to pod uwagę przychodząc na lotnisko. My byliśmy o 5:15 i spokojnie mieliśmy czas żeby wypić najdroższą kawę świata: 28 złotych za kubek mocno przeciętnych rozmiarów 😉

Przelot do Luton

Wylecieliśmy z 20 minutowym opóźnieniem. Mając w pamięci, że zarezerwowaliśmy bilety na autobus za 1,99 funta od osoby ale na 8:10 chcieliśmy zdążyć. Samolot wylądował o 8:00 i walka z czasem zaczęła się biegiem przez lotnisko. I tutaj zaskoczenie nr. 1: lotnisko jest bardzo małe. 3 minuty później byliśmy w strefie kosmicznych kolejek do security. Podpowiedzi z Forum Fly4Free okazały się kluczowe. Do Londynu najlepiej lecieć z paszportem i szybko okazało się dlaczego. Ci, którzy mają paszport biometryczny sami się sprawdzają przy czytnikach i omijają te kosmiczne kolejki nie stojąc ani minutę. O 8:12 byliśmy przed lotniskiem. Autobus powoli zbierał się do odjazdu. Tutaj spotkało nas kolejne zaskoczenie. Sprawdzono nam tylko czy mamy bilety. Nikt się nie przejął na którą godzinę.

Dojazd do miasta

Do centrum Londynu dojechaliśmy w 2 godziny. Wysiedliśmy przy Victoria Station, z którego jest blisko to Buckingham Palace. Jeśli miałabym wybierać, to następnym razem zdecydowałabym się odjeżdżać na lotnisko z któregoś przystanku po drodze. Wracacie do dworca było sporym marnowaniem czasu.
No właśnie, czas. Jeśli o niego chodzi, to mam wrażenie, że mieliśmy go w Londynie aż nadto. Udało nam się zwiedzić większą część centrum, wszystkie główne zabytki za wyjątkiem Tower Bridge. Tamten rejon Londynu zostawiliśmy sobie na następny raz.

Jednodniówka w Londynie taksówka

I co? Ładny ten London?

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest zachwycający. Wspaniała architektura, która otacza na każdym kroku, piękne kamienice, zdobione budynki, piętrowe autobusy i nowoczesne taksówki stylizowane na staromodne, to wszystko ma ogromny urok. Gdy jednak wybierałam się do Londynu to zaplanowałam sobie kilka głównych atrakcji turystycznych i niestety większość z nich kompletnie mnie rozczarowała.

Buckingham Palace to twierdza. Ogromna, pozamykana, niedostępna, otoczona betonem jak Forbidden City w Pekinie. Big Ben oczywiście aktualnie w kompletnym remoncie, zasłonięty od stóp do głów raczej straszy niż ciekawi. Piccadilly Circus to mikro placyk w środku kompletnego zgiełku i nie widzę w nim nic pociągającego. Wszystko to upstrzone setkami tysięcy różnokolorowych głów turystów odrzuca. Nie tak wyobrażałam sobie podobno niesamowite filary turystyczne Londynu. Z drugiej jednak strony zjawiskowe ogrody królewskie, klimatyczne ulice, mnóstwo knajpek i pubów przypomina mi całą masę filmów które z wypiekami na twarzy oglądałam głównie dla tego miasta. To wszystko tutaj jest. Wystarczy to tylko odkryć. Utartym szlakom mówię jednak nie.

Jednodniówka w Londynie Kaplica

Jednodniówka w Londynie London Eye

Jednodniówka w Londynie ulica

Metro i rower – poruszanie się po Londynie

Bez problemu możemy poruszać się po mieście na piechotę, nawet z wózkiem. Wszędzie są chodniki, przejścia dla pieszych ze światłami. Myślę, że trudno się zgubić, bo oznakowanie jest świetne.
My byliśmy w Londynie w styczniu i nawet w mroźny wietrzny dzień gdy zobaczyłam Londyński odpowiednik Veturilo zamarzyłam, żeby wziąć rower i pojeździć po mieście. Jeśli przyjdzie wam to do głowy szczerze polecam. Nawet w środku zimy można spotkać sporo osób jeżdżących na rowerze.
Co 500 metrów są stanowiska z rowerami, system jest czytelny i co najważniejsze, pierwsze  30 minut jest bezpłatne. Jeśli przekroczymy ten czas to koszt też nie jest zaporowy. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

Jednodniówka z samego założenia jest podróżą nisko kosztową. Nie wiem jak wyjaśnić zatem moje parcie na wydanie 50 złotych na przejażdżkę metrem 😉 Jeśli nie macie tego na swojej liście to błąd. Ja potraktowałam ten wydatek jako inwestycję w alternatywne muzeum 😉 Wystarczająco szokujące jest jak głęboko pod ziemię się schodzi, jak to wszystko jest stare i nienowoczesne. Jak wysocy mężczyźni muszą się kulić, żeby się zmieścić w wagonie. To jest niezapomniane przeżycie. Warte nawet stówkę!

Jednodniówka w Londynie wejśćie do metra

Co zjeść?

No cóż. Ja uwielbiam wszystko co od Polski na wschód i gdy tylko wypatrzyłam kuchnię Irańską nie mogłam się powstrzymać. Ceny? Średnie. Na pewno to nie Tajlandia ale z drugiej strony nie popadałabym w przesadę i gdy następnym razem wybiorę się na wyspy, nie będę wypełniać plecaka po brzegi prowiantem.
Za dużą porcję tortilli z humusem i warzywami zapłaciliśmy 5,5 funta. Różana lemoniada, której smak śni mi się do dziś kosztowała 2,5 funta. Z ciekawości obejrzeliśmy menu włoskiej restauracji Jamiego Olivera zlokalizowanej przy centrum handlowym w Londynie. Za porcję spaghetti z mięsem trzeba było zapłacić 8 funtów, a kompletne danie z mięsem i dodatkami kosztowało 13 funtów, a na stronie internetowej kompleksu wisiały 40 % kupony rabatowe.

 

Stres do potęgi czyli powrót na lotnisko

Kluczowy i najbardziej stresujący moment w jednodniówce do Londynu: czy zdążę na samolot powrotny. Czytając wpisy na kilku forach zetknęłam się z powtarzającą się poradą: polskie korki pomnóż przez 10 i wyjdzie Ci ruch w Londynie poza godzinami szczytu 😉 Trzymałam się tego kurczowo i gdy podejmowałam decyzję o kupieniu biletu na autobus na godzinę 17:30 (a wylot miałam o 21:30) miałam pietra. Na przystanku przy pętli Victoria byliśmy tuż przed 17. Mając na względzie moje pielęgnowane przez lata stresu zabraliśmy się autobusem o 17 w stronę lotniska. Kierowca nie miał nic na przeciwko. 3 pary miały bilety na 17:30 tak jak my i wszyscy się zmieścili.
No i teraz zaczynała się walka z czasem, która trwała do…..18:10……o której zaparkowaliśmy na lotnisku 😉
Nie muszę mówić w jakim szoku byłam gdy kierowca pędził jak zły i nie musiał się przedzierać przez korki? Nie muszę też mówić w jakim szoku byłam gdy okazało się, że na tym mini lotnisku musimy spędzić 3 godziny!

Podsumowanie:

Koszty naszego wyjazdu nie były duże:

  • bilety 120 złotych w dwie strony (można znaleźć tańsze połączenie)
  • Bilet na autobus z lotniska (1,99 i 3,99 funta)
  • przejazd metrem 25 złotych od osoby
  • obiad z napojem 8 funtów (napój spokojnie wystarczył na 2 osoby)
  • drobiazgi pamiątkowe dla dzieciaków 10 funtów

Czy jestem zadowolona z tego wyjazdu? Bardzo!
Londyn wprawdzie zawiódł mnie swoimi sztandarowymi zabytkami ale nadrobił wyjątkową atmosferą i dobrym jedzeniem. To była czysta przyjemność móc spędzić cały dzień w tym tętniącym życiem mieście.
Jeśli jeszcze nie byliście na jednodniówce w żadnym innym europejskim mieście to polecam. Zajrzyjcie też do moich wcześniejszych wpisów: JEDNODNIÓWKA W BRUKSELI i JEDNODNIÓWKA W BERGEN

Jednodniówka w Londynie Mini

 

3 myśli na temat “Jednodniówka w Londynie – Fakty i mity

  1. Dzięki za odpowiedź. W międzyczasie ogarnąłem, że te stawki są dostępne, jeśli bukuje się z dużym wyprzedzeniem. Za 3 osoby właśnie zabuliłem prawie 50 funtów…

Dodaj komentarz