Majówka w Malezji zdjęcie tytułowe

Majówka w Malezji – za i przeciw

Pomysł wyjazdu na majówkę do Malezji zrodził się w październiku, kiedy to zaczęliśmy roztrząsać czy i kiedy pojechać na dłuższy urlop. Moje argumenty w stylu „kiedykolwiek” ścierały się ze skrajnymi „nigdy” Piotrka. Jako, że mam naturę dręcząco – upierdliwą to uczepiłam się majówki. Z jednej strony to dość krótki czas ale z drugiej w Polsce początek maja to okres kompletnego rozprężenia i rokrocznie w tym czasie pracy jest mniej. Pozostawało mi przekonać wszystkich, że majówka powinna trwać bardziej 3 tygodnie niż tydzień i już 😉
Argumentami przeciw było całkiem rozsądne przekonywanie mnie, że jak my wrócimy z wakacji wszyscy będą się na nie dopiero szykować. Nie mogłam się nie zgodzić ale wystarczyło zorganizować tak wspaniały wyjazd, żeby naładował nasze akumulatory na długie miesiące.

Majówka w Malezji – za i przeciw

Przygotowując jedną z ofert trafiłam na bilety lotnicze na malezyjski Penang. Dotychczas byliśmy w Malezji krótko i w pamięci zostały nam głównie obrazy z Kuala Lumpur. Postanowiłam poszperać głębiej i zbadać czy warto lecieć na tą niezbyt popularną wyspę czy jednak skupić się na szukaniu czegoś bardziej komercyjnego. Łatwo zgadnąć, że już sam fakt mniejszej popularności Penangu była potężnym argumentem za. Nie specjalnie lubimy kierunki mocno oblegane zwłaszcza jeśli wybieramy się gdzieś dalej. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że któreś miejsca są lepsze i gorsze. Tak to już po prostu jest, że wolę schodzić z utartych szlaków, na tyle na ile pozwala mi sytuacja.

A może Penang?

Penang przekonał nas do siebie przede wszystkim dobrą ceną 😉 Nie chcieliśmy lecieć do Bangkoku, bilety w inne miejsca były na czas majówki drogie, a Penang był w świetnej cenie, teoretycznie oferował przyjemne plaże bez dodatkowych lotów, miał idealne daty i nie mogłam w internecie znaleźć o nim nic zachęcającego – ten argument przeważył i klamka zapadła.

Głównym argumentem przeciw były ceny na miejscu. Świat stoi na stanowisku, że Malezja jest droga. Bo jest droższa od Tajlandii czy Kambodży. To nas trochę martwiło. Wiedzieliśmy, że w Tajlandii ceny są bardzo niskie i nie mielibyśmy problemu, żeby zmieścić się w budżecie żyjąc w niej po królewsku, a o Penangu i Langkawi jednogłośnie pisano, że drogo.

1001 planów

Bilety linii Qatar Airways kupiliśmy w listopadzie. Zdaliśmy się na moją intuicję i nie ukrywam, że grzebiąc głębiej i głębiej w zasobach internetu czułam lekkie rozczarowanie. Miałam nadzieję spędzić czas na pięknych tropikalnych plażach, poczuć zapach dżungli, a jednocześnie spędzić czas w jakimś miłym resorcie z basenem. Większość relacji z Penangu to wspomnienia podróżników z plecakiem, którzy znakomitą część czasu spędzili w stolicy wyspy Georgetown. Zdjęcia i relacje z pobytu na wybrzeżu można policzyć na palcach jednej ręki. Spora część turystów odwiedzających zachodnie wybrzeże Malezji decyduje się na relaks na plażach Langkawi – wyspy położonej bardziej na północ. Mając na uwadze, że internet nie może się mylić zaczęłam szukać gdzie by tu z tego Penangu uciec. Tanie linie w Azji są nieprawdopodobnie rozwinięte, a dodatkowe możliwości takie jak promy, łodzie, autobusy czy pociągi pozwalają na zaplanowanie nawet ekstremalnie intensywnego podróżowania bez nadmiernego nadszarpywania domowego budżetu. Ja przeanalizowałam dziesiątki tras uwzględniających zarówno kilkudniowe wizytowanie Phuket w Tajlandii, podróż autobusem i promem na wyspy malezyjskie położone na wschodnim wybrzeżu, czy kilka dni na odległej Pulau Weh u wybrzeży Sumatry. Pomysły przez wiele tygodni przelatywały mi przez głowę niczym tornado i ostatecznie zdecydowaliśmy się na krótki wypad do Singapuru i kilka dni na pięknych wyspach indonezyjskich Riau położonych na południe od Singapuru. Nigdy wcześniej nie byliśmy w Singapurze, bo zwyczajnie nigdy nie był nam on po drodze i pewnie ze względu na to klamka zapadła. Archipelag Riau był wielką niewiadomą. Batam i Bintan to dwie malownicze wyspy oddalone odpowiednio godzinę i półtorej od Singapuru, o których mało osób słyszało, a opinie odwiedzających były skrajnie różne: od zachwytów po totalne rozczarowanie. Prom na wyspy jest drogi, a resorty oddalone są od miasta o kilkanaście kilometrów więc jest się skazanym na życie w hotelu.

Plany, a rzeczywistość – Majówka w Malezji czy majówka w drodze

Znana jestem z tego, że w podróży jestem bezkompromisowa i wyciskam z niej ile się da. Mając ze sobą 2 dość małych dzieci i Piotrka, który mógłby spędzić cały czas w jednym miejscu musiałam pogodzić potrzeby nas wszystkich. Ostatecznie po kilku dniach rekonesansu polecieliśmy do Singapuru i tak nam się spodobało, że zamiast płynąć na Batam zostaliśmy w Singapurze prawie tydzień. Ograniczając nieco mocno nadszarpnięty drogimi hotelami budżet postanowiliśmy na Penang wracać z Malezji, a nie z Singapuru. Spędziliśmy dzień w podróży i ostatecznie późnym wieczorem wylądowaliśmy na naszej przyjaznej wyspie, żeby plażować, kąpać się w basenach, mówiąc krótko wreszcie odpocząć na leżąco. Czy taki plan mnie usatysfakcjonował? O dziwo tak! Udało nam się świetnie zbilansować zarówno potrzeby dzieci jak i nasze – skrajnie różne. Decyzja o zostaniu dłużej w Singapurze była spontaniczna ale i przemyślana. Czuliśmy się tam jak w domu, mieszkaliśmy w przyjaznym hotelu, mieliśmy zwyczajnie niedosyt. Chyba pierwszy raz udało nam się osiągnąć 100% kompromis i nikt nie czuł się pokrzywdzony.

Majówka w Malezji – rzeczywistość kontra wyobrażenia

Czy Penang nam się podobał? Czy plaże spełniły nasze oczekiwania? Czy w Malezji jest drogo? Czy hotele rodem z Tureckiego Side są czyste? Czy plaże są tak nieciekawe jak to opisują podróżnicy? Czy pogoda w mało popularnym maju nie zepsuła nam wyjazdu? Czy Penang poleciłabym rodzicom z dziećmi? i w końcu czy intuicja mnie nie zawiodła? Na te wszystkie pytania odpowiedzi znajdziecie już niebawem.

4 myśli na temat “Majówka w Malezji – za i przeciw

Dodaj komentarz