podróż do Chin Lantau wyspa

Samotna podróż do Chin – wspomnienia

Dokładnie rok temu napisałam pierwszy tekst na bloga. ROK! Czas leci tak szybko, że czasami trudno nadążyć pamięcią. Wiele wspaniałych rzeczy wydarzyło się w tym roku. Wiele zmian zawodowych, wiele inspirujących wyjazdów. Na blogu pojawiło się prawie 100 wpisów. Jeszcze więcej na fanpage’u. Pomyślałam sobie, że najlepiej będzie uwiecznić ten rok wpisem o kraju, który był moim pierwszym pod wieloma względami.
Podróż do Chin była moją pierwszą całkowicie samotną i całkiem samodzielną. Była też opłacona w całości z oszczędności, które udało mi się odłożyć testując metody, o których więcej napisałam TUTAJ

Co najważniejsze samotna podróż do Chin była pierwszą opisaną na mojej ówczesnej stronie: Pani Walizeczka. Dość szybko straciłam energię do pisania, pogoniłam za korporacyjnym życiem, urodziłam dzieci. Teraz gdy znów piszę o podróżach opowiem wam o tym jak to się stało, że w pierwszą egzotyczną podróż wybrałam się z wielką walizką w samodzielną podróż do Chin.

Skąd wziął się pomysł na podróż do Chin

Jak większość moich pomysłów podróżniczych również ten był spontaniczny i kompletnie nieprzemyślany. Daleka znajoma mieszkała w Chinach i bardzo jej się podobało. Do tego do Chin niezbędna była wiza, o którą trzeba było aplikować w ambasadzie i czekać długo na jej przyznanie. W tamtym czasie czyli w 2007 roku Chiny odwiedzało się rzadziej i to jak zawsze było dla mnie najbardziej kuszące. Chiny szykowały się intensywnie do olimpiady. Byłam pewna, że po Olimpiadzie ten kraj bardzo się zmieni, a ja chciałam go zobaczyć zanim te zmiany się dokonają. I jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Świątynia Nieba Pekin Podróż do Chin

Planowanie co gdzie i kiedy czyli Podróż do Chin w kilku zdaniach

Ci, którzy mnie znają lub Ci, którym zdarza się czytać mojego bloga mogłoby się wydawać, że planowanie podróży do Chin zajęło mi ze 3 miesiące i przygotowałam sobie 10000 miejsc do odwiedzenia. No i tu was zaskoczę. Wyjazd był najbardziej spontaniczny jak to tylko możliwe. Pod koniec czerwca postanowiłam, że chcę jechać, zawnioskowałam o urlop i gdy go dostałam zaczęłam działać. W sierpniu siedziałam w samolocie. Po bilety wybrałam się (dzisiaj nie mieści mi się to w głowie) w Aleje Jerozolimskie w Warszawie do salonu Aeroflot, a wcześniej w 2 tygodnie załatwiłam wizę. Kupiłam przewodnik Pascala, zabrałam 23 kg przeróżnych, często kompletnie niepotrzebnych rzeczy i ruszyłam w drogę. Moim celem był Pekin. Wiedziałam też, że chcę odwiedzić Szanghaj w którym mieszkała moja znajoma. Miejscami, które wiedziałam, że muszę odwiedzić był Hong Kong i Makao. Nie miałam w planie podróżowania samolotem poza samym lotem do Pekinu. Marzyłam o podróży pociągiem na południe razem z Chińczykami. Przewodnik postanowiłam przeczytać gdzieś w międzyczasie. Nie zamierzałam sobie nim zaprzątać głowy przed wyjazdem. Gdy myślę o tym wszystkim dzisiaj trudno mi nie parskać śmiechem. Bardzo się zmieniłam od tego czasu ale jedno się nie zmieniło: do dzisiaj wybieram miejsca, które leżą często na marginesie map podróżniczych i zawsze szukam bocznych dróg i rzadziej odwiedzanych miejsc.

podróż do Chin przewozowy majstersztyk

Wyobrażenia kontra rzeczywistość:
Jak to jest wylądować w Chinach w środku burzy piaskowej

Lot z 8 godzinną przesiadką w Moskwie był świetny. Przepełniona emocjami nie zmrużyłam oka nawet na minutę przez co pierwszym i największym szokiem dla organizmu było przeżycie całego, pierwszego dnia w Pekinie bez snu. Wylądowałam o 6 rano czasu chińskiego i musiałam wytrwać w sumie prawie 50 godzin. Lekko nie było.
To co uderzyło mnie jeszcze w trakcie lotu nad pustynią Gobi i potem na lotnisku w Pekinie to brązoszarość. Wszystko otaczała siwa zasłona. Nad pustynią Gobi szalała burza piaskowa, która nie dość, że powodowała ogromne turbulencje w trakcie lotu to jeszcze zapyliła Pekin na kilka dni. Widoki były fatalne. Drugie zaskoczenie przeżyłam chwilę później. W Pekinie było gorąco i parno. Nie pokusiłam się o sprawdzenie jaka tak na prawdę będzie pogoda w Chinach w tym okresie i uznałam, że lato to lato 😉 Okazało się, że poziom zanieczyszczenia powietrza plus wszechobecny pył utrudniały oddychanie i powodowały permanentny kaszel. Okazało się również, że zabieranie ze sobą walizki i kierowanie swoich pierwszych kroków z lotniska prosto do metra, a nie do taksówki niesie za sobą spore utrudnienia. W Pekinie nie było podjazdów czy ułatwień  na schodach. Nie było wind. Były po prostu schody. Mnóstwo stromych schodów. Moja waliza ciężka jak noga słonia i zwrotna jak wagon kolejowy była kulą u nogi podczas całego mojego pobytu tam i do dziś zachodzę w głowę co mnie podkusiło, żeby właśnie w walizkę zapakować te wszystkie szpargały. Największy szok przeżyłam jednak gdy zorientowałam się, jak Pekin jest ogromny. Te 2 centymetry na mapie okazywały się 8 km do przejścia w betonowej dżungli. Wtedy jednak gdy wytaszczyłam walizkę z metra przy plac Tian’anmen to zachwyt przyćmił wszystko. Zakochałam się w tym miejscu, w tym kraju, w ludziach i w podróżowaniu w ogóle. Wtedy poczułam, że tak chcę spędzać czas i na to chcę zbierać pieniądze.

Największe zachwyty i najsmutniejsze rozczarowania
– Chiny w pigułce.

MUR CHIŃSKI W BADALING

Jeśli dzisiaj miałabym wybrać kilka miejsc, które urzekły mnie najbardziej to myślę, że poległabym. Chiny jako kraj i Chiny jako atrakcja turystyczna to dwie różne rzeczy. Ja bardzo chciałam zobaczyć prawdziwe Chiny zamieszkiwane przez rolników i prostych ludzi, a nie te widywane na pocztówkach. Nie mogłam jednak odmówić sobie odwiedzenia chińskiego muru. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie mniejsze niż spacerujące po nim tłumy. Wybrałam łatwo dostępne Badaling gdyż można tam zrobić piękne zdjęcia otaczających wzgórz i nie potrzeba świetnej kondycji, żeby po murze w tym miejscu chodzić. Badaling słynęło z tego, że mur jest świetnie zachowany i nie ma w nim prawie żadnych ubytków.

podróż do Chin mur chiński

PEKIN

Pekin okazał się miejscem pięknym z tak przytłaczającą ilością zabytków, że momentami miałam wrażenie, że świat oglądam tylko przez obiektyw aparatu. Jedną z pereł Pekinu jest Summer Palace, do którego można dojechać z centrum autobusem. Zajmowało to godzinę w sporych korkach ale ta wizyta pozostawiła we mnie niezatarte wrażenie. Wspaniały kompleks Forbidden City położony w centrum Pekinu czy jedna z najbardziej znanych świątyń Tianantan – Świątynia Niebios to główne cele wszystkich odwiedzających Pekin turystów. Mnie zachwyciły Hutongi – wąskie ulice nieco wyizolowane z miasta zamieszkałe przez najbiedniejszych Chińczyków. Charakteryzuje je tradycyjna zabudowa i ogromna ilość mini restauracji ze znakomitym jedzeniem. Wchodząc do Hutongu wchodzimy w zupełnie inną rzeczywistość. Miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić to China Town. Chociaż brzmi to idiotycznie (Chiny w Chinach) to kolory i zapachy w pekińskim China Town trudno opisać. To trzeba przeżyć.

podróż do Chin Zakazane miasto

podróż do Chin Zakazane miasto

podróż do Chin Summer Palace Pekin

HONG KONG

Kolejnym celem, do którego chciałam dotrzeć był Hong Kong. Żeby jednak dojechać tam w miarę tanio musiałam najpierw wybrać się w 26 godzinną podróż pociągiem. To jedno z moich najlepszych wspomnień z tego wyjazdu. Kupiłam bilety na podróż kuszetką i przez 26 godzin pogłębiałam wiedzę o chińczykach dzięki znającej język angielski dziewczynce, jej opiekuńczej mamie i młodszej siostrze. Pominę Pana, który spał z nami w przedziale i pluł na podłogę 😉
Po 26 godzinach musiałam złapać autobus do Hong Kongu. Po 4 długich godzinach byłam na miejscu. W środku nocy bez zaplanowanego noclegu, z tą ogromną walizą paradowałam po kompletnie szalonym i pełnym życia Kowloon. Nocleg pozostawiał wiele do życzenia ale był tani (około 40 złotych za łóżko w 4 osobowym pokoju). Nie było tam okna, była obskurna klatka schodowa, mnóstwo szczurów i karaluchów. Był tam jednak czarujący, zachwycający backpackerski klimat i nigdy już nie przeżyłam czegoś tak wyjątkowego jak wtedy.
Hong Kong był i na pewno jest wspaniały. Zapamiętałam go jako miejsce, do którego muszę wrócić. Wąskie uliczki, zachwycający zapach jedzenia, mnóstwo neonów w nie pasujących do siebie kolorach, niesamowite wieżowce, tradycyjne łodzie, światło, gwar i upał. Dzielnica kwiatów i dzielnica ptaków. Warto wiedzieć, że do Hong Kongu nie musicie mieć chińskiej wizy. Jeśli chcecie jako cel wyjazdu obrać tylko to niezwykłe miasto-państwo to przez 30 dni możecie je zwiedzać bez dodatkowych kosztów wizy.

podróż do Chin Hong Kong

podróż do Chin Hong Kong

Podróż do Chin neony w Hong Kongu

WYSPA LANTAU

Przypadkiem dowiedziałam się, że warto odwiedzić tropikalną wyspę z niesamowitym posągiem Buddy na szczycie położoną blisko Hong Kongu. Jako, że dojazd kosztował niewiele postanowiłam zaryzykować. Lantau była kwintesencją tropików dla mnie owym czasie. Mnóstwo dzikiej, tropikalnej roślinności, pająki, jaszczurki, dzikie bananowce, puste plaże, niespotykany jazgot wielobarwnych ptaków. Budda, który króluje nad wyspą robi majestatyczne wrażenie. Koniecznie trzeba wspiąć się na szczyt i poobserwować widoki – wyspa tonie w zieleni. Warto znaleźć też kilka godzin na plażowanie. Jedna z najładniejszych plaż w okolicy Cheung Sha jest łatwo dostępna autobusem z głównego placu.

podróż do Chin wyspa Lantau

podróż do Chin wyspa Lantau

MAKAO

Makao jest tak różne od Chin, że trudno mi porównywać to miejsce chociażby z Hong Kongiem, który jest w sąsiedztwie. W Makao widać na każdym kroku podobieństwo do Portugalii, a nie do Państwa środka. Trudno się dziwić w końcu do niedawna Makao było portugalską kolonią. Centrum miasta jest wspaniałe, najbardziej znane ruiny kościoła św. Pawła i pełen przepychu plac Largo de Senado robią ogromne wrażenie. Cudowna i klimatyczna świątynia A-Ma na pewno musi się znaleźć na liście miejsc do odwiedzenia. Jest tu jednak tyle brzydactw włącznie z budowanymi w tamtym czasie ekspresowo kolejnymi kasynami, że Makao opuszczałam bez żalu.

podróż do Chin Makao

podróż do Chin wyspa Lantau

KANTON

Jedno z najstarszych miast w rejonie zachwyciło mnie swoją unikalnością. Jeśli chcemy odwiedzić Chiny to wystarczy Zwiedzić Pekin i Szanghaj ale jeśli chcemy poznać Chiny to musimy pobyć w Kantonie. Spędziłam tu prawie tydzień i poznałam tak wielu niesamowitych podróżników, że do dziś o Kantonie myślę z rozrzewnieniem. Najlepsze jedzenie, najniższe ceny, najgorsze warunki do mieszkania, najbardziej klimatyczne świątynie i najprzyjaźniejsi ludzie – te wszystkie naj spięłam klamrą właśnie tu. To tutaj późnym wieczorem odbywa się targ rybny i ze świeżych ryb i owoców morza możemy spróbować lokalnych chińskich dań.

podróż do Chin leżak na placu

podróż do Chin ogórek gigant

SZANGHAJ

Miasto idealne. Bardzo chińskie i bardzo europejskie zarazem. Piękne i brzydkie, czyste i brudne, z genialną i fatalną kuchnią. Szanghaj łączył dla mnie to co Chiny mają najlepsze więc tradycję i to co najgorsze czyli tandetę i japońskie popkulturowe wpływy . Szanghaj pozwolił mi jednak poczuć odrobinę luksusu w tej podróży i po ponad 2 tygodniach w dość spartańskich warunkach odetchnąć nieco. Wiedziałam, że żeby zobaczyć kolejne tak zjawiskowe miejsca jak te w Chinach, Hong Kongu czy Makao muszę ciężko pracować, myśleć o wytyczonym celu i dążyć do niego. Nauczyłam się też jednego: musiałam uzbierać więcej żeby nie musieć mieszkać w warunkach w jakich w nocowałam na tym swoim pierwszym podróżniczym szczycie. Od tamtej pory staram się nocować w miejscach wyjątkowych i pięknych  ale koniecznie czystych i ze znakomitymi opiniami.

podróż do Chin Szanghaj

podróż do Chin Szanghaj

podróż do Chin Szanghaj

Podróże kochałam od małego. Wyobrażenia o nich często miałam wyssane z palca. Od zawsze miałam jednak intuicję i myślę, że dlatego wybrałam na początek podróż do Chiny. Czułam, że to wspaniały kierunek na samotny wyjazd  i idealny kraj na początek: ogromny, wtedy jeszcze bardzo tani, bezpieczny, piękny i ciekawy.

Jeśli w waszych marzeniach podróż do Chin jest równie wysoko na liście to mam dla was dobrą wiadomość. Aktualnie dzięki dużej konkurencji na rynku biletów lotniczych możecie polecieć do tego niezwykłego kraju już za 1660 zł. Pekin, Szanghaj i położone tuż obok Hong Kongu Shenzhen są dostępne w tej cenie również w majówkę.

Koszt chińskiej wizy: 260 złotych

 

 

 

 

 

3 myśli na temat “Samotna podróż do Chin – wspomnienia

  1. Sto lat! Dla Take Your Trip i dla Ciebie oczywiście przy okazji, teraz masz urodziny dwa razy w roku  Bardzo sprytne! Życzymy kolejnych setek fantastycznych tekstów i fotek, na których coraz częściej się pokazujesz – i oby tak dalej!
    Fajnie, że pojechałaś spontanicznie! Też jak leciałam w 2008 do Indii kupowałam bilety w Aeroflocie w Alejach Jerozolimskich, stare czasy. Makao brzmi trochę jak Goa. Musimy jeszcze wrócić do Chin! A Ty? Może teraz pojedziecie wszyscy razem?

    1. Dzięki Hankasaqib!!
      Liczę też na podwójne prezenty 😉
      To były czasy. Pamiętam jak leciałaś do Indii i pamiętam, że wydawało mi się, że Ci się tam nie spodoba ;-PP
      Makao według mnie nie ma nic ciekawego do zaoferowania i myślę, że Goa bije je na głowę. Ta ilość kasyn, hoteli, ten przepych i amerykańscy bogacze wszędzie zniechęcają do powrotu tam ale Chiny i Hong Kong są na mojej liście: zabrać rodzinę 🙂

Dodaj komentarz